Wszystko zaczęło się od jednego bochenka. Miał być na rodzinne święta, „żeby było po swojemu, a nie z marketu”. Wyszedł tak, że więcej osób prosiło o przepis niż o przepis na sernik babci. Rok później przepis miał już swoje imię, a w kuchni stały trzy słoiki z dżemem, których nikt nie planował. Tak to się rozkręciło.
Dzisiaj piekę regularnie chleby żytnie, pszenno-orkiszowe, czasem z dodatkami sezonowymi. Gotuję dżemy z owoców, które rzeczywiście pachną owocami, a nie cukrem. I wędzę sery w wędzarni, której dym pachnie olchą i jabłonią.
Pracuję w małej skali, dlatego każdy bochenek i każdy słoik znam z imienia. Sprzedaję na targach w Wielkopolsce, a od niedawna wysyłam też paczkomatem żeby ci, co już raz spróbowali, mogli wrócić nawet jeśli mieszkają daleko.
Jeśli chcesz dołączyć wejdź w zakładkę „Moje wyroby” i wybierz coś dla siebie. Pieczemy dwa razy w tygodniu. Wysyłamy w poniedziałki i środy.
Pozdrawiam ciepło, Aleksandra
